gramatyka i słownictwo
5 komentarzy

Naprawdę dziwne słowa

„Drew­niana morda”, „dupa z torby”, „bzy­kanko na mie­ście”, „kurze gniazdo”, „lata­jący jeleń”, „pod­szczy­py­wa­nie poślad­ków”… Tylko Fran­cuzi mogli wymy­ślić takie sfor­mu­ło­wa­nia. Co oznaczają?

Ucząc się języka obcego pozna­jemy poje­dyn­cze wyrazy, które stop­niowo łączą się ze sobą i two­rzą całe wyra­że­nia i zda­nia. Żeby zro­zu­mieć daną wypo­wiedź, roz­bie­ramy ją na czyn­niki pierw­sze, szu­ka­jąc słów, które już znamy i które pozwolą nam pojąć sens cało­ści. O ile jed­nak zna­jo­mość słów „ouvrir” (otwie­rać) i „boite” (puszka) pomaga w zro­zu­mie­niu sfor­mu­ło­wa­nia „ouvre-boite” (otwie­racz do puszek), o tyle nie­kiedy taki tok myśle­nia może nas spro­wa­dzić na języ­kowe manowce. Poznaj­cie sześć fran­cu­skich wyra­żeń, które w zna­cze­niu dosłow­nym brzmią zupeł­nie ina­czej niż to, co rze­czy­wi­ście okre­ślają.

GUEULE DE BOIS
— (f) kac

Dosłow­nie: „drew­niana morda”.
Cie­kawe, czy zwią­zane jest to z naszym odbi­ciem w lustrze po sza­lo­nej nocy zakra­pia­nej alko­ho­lem? Według spe­cja­li­stów od histo­rii języka, wyra­że­nie to suge­ruje, że po alko­holu nasza buzia wysu­szona jest na wiór.

CUL-DE-SAC
— (m) ślepa uliczka, ślepy zaułek

Dosłow­nie: „dupa z torby” lub „dupa torby”.
Pomimo tego, że ist­nieje dużo bar­dziej ele­ganc­kie wyra­że­nie „une impasse”, Fran­cuzi zdają się czę­ściej uży­wać „cul-de-sac”, który w tym kon­tek­ście pozba­wione jest wul­gar­no­ści. „Cul-de-sac” to meta­fora faktu, że przez ślepą uliczkę nie można się prze­do­stać tak samo jak przez dno torby. Tego sfor­mu­ło­wa­nia możemy uży­wać zarówno w zna­cze­niu dro­go­wym jak i emo­cjo­nal­nym. W języku fran­cu­skim znaj­dują się też inne okre­śle­nia wyko­rzy­stu­jące słowo „cul”, np. „cul-de-boute­ille” (dno butelki), „cul-de-bus” (reklama na tyle autu­busu) albo bar­dzo enig­ma­tyczne „cul-de-lampe” (deko­ra­cja łuku w archi­tek­tu­rze sakral­nej lub orna­ment ostat­niej strony w książce).

BAISE-EN-VILLE
— (m) męska torba na naj­po­trzeb­niej­sze rze­czy do spę­dze­nia nocy poza domem

Dosłow­nie: „bzy­kanko na mie­ście”.
To wyra­że­nie ide­al­nie pre­zen­tuje prze­zna­cze­nie okre­śla­nego przedmiotu. Skoro torba podróżna to „sac de voy­age” czemu nie nazwać małej torebki z przedmio­tami na jedną noc „baise-en-ville”? Ten typ torebki był przez lata zapo­mniany. Pow­ró­cił do gar­de­roby wraz z dzi­siej­szą modą na ciu­chy i akce­so­ria vin­tage. W 2015 roku nowa marka fran­cu­skiej galan­te­rii skó­rza­nej De Rigu­eur z suk­ce­sem prze­pro­wa­dziła akcję crowd­fo­un­din­gową, umoż­li­wia­jącą wpro­wa­dze­nie „baise-en-ville” (nazy­wa­nego BEV) nie tylko dla męż­czyzn.

NID DE POULE
— (m) dziura dro­gowa

Dosłow­nie: „kurze gniazdo”.
Fran­cuzi patrzą na świat w spo­sób bar­dzo obra­zowy. Czyżby fran­cu­skie kury kopały w dro­dze i robiły sobie tam gniazda? Sprawa pozo­staje do wyja­śnie­nia.

CERF-VOLANT
— (m) lata­wiec (zabawka)

Dosłow­nie: „lata­jący jeleń”.
Dla­czego według Fran­cu­zów jele­nie latają? Wszystko przez błąd orto­gra­ficzny! W starofran­cu­skim mówiło się o „lata­jących wężach” (serp-volante) ze względu na kształt ówcze­snych lataw­ców. Z cza­sem jed­nak słowo „wąż” ewo­lu­owało do „ser­pent”, a pisow­nia latawca została błęd­nie zbli­żona do jele­nia, który bądź co bądź w śre­dnio­wie­czu czę­sto przed­sta­wiany był ze skrzy­dłami.

PINCE-FESSES
— (m) ban­kiet, cock­tail party

Dosłow­nie: „pod­szczy­py­wa­nie poślad­ków”.
Nieg­dyś to sfor­mu­ło­wa­nie doty­czyło imprez tanecz­nych, na któ­rych rze­czy­wi­ście docho­dziło do fry­wol­nych zbli­żeń. Wspo­mi­na­jąc „pince-fes­ses” łatwo można sobie wyobra­zić napa­lo­nych panów bie­gną­cych za pisz­czą­cymi paniami na początku XX wieku. Dzi­siaj „pince-fes­ses” w iro­niczny spo­sób okre­śla ofi­cjalne przy­ję­cie, na któ­rym w mniej lub bar­dziej inte­re­su­ją­cym towa­rzy­stwie można napić się wina i poczę­stować Fer­rero Rocher.

Rodzimi użyt­kow­nicy języka poro­zu­mie­wają się w spo­sób natu­ralny, nie zwra­ca­jąc uwagi na ety­mo­lo­gię wyko­rzy­sty­wa­nych przez sie­bie słów. Nie­kiedy wcale nie zdają sobie sprawy z nie­zwy­kło­ści zna­cze­nia ich wypo­wie­dzi w uszach zacie­ka­wio­nych obco­kra­jow­ców, któ­rzy spo­glą­dają na język pod wzglę­dem jego budowy. Per­spek­tywa ucznia jest tym samym bar­dzo korzystna, ponie­waż daje moż­li­wo­ści pozna­nia nie tylko struk­tur lek­sy­kal­nych, ale też kul­tury i spo­sobu myśle­nia native’ów.

Cie­kaw jestem, które z przed­sta­wio­nych sfor­mu­ło­wań najbar­dziej Wam się podoba.

5 komentarzy

  1. Mnie na początku szokowała struktura „se faire faire”, w której pierwsza część orzeczenia na pierwszy rzut ucha pozornie przerzuca odpowiedzialność za drugą (czyli właściwe działanie) na podmiot. Głównie w zdaniach typu „se faire violer”, „se faire arnaquer” – na początku byłam zbulwersowana, że to „ona zrobiła się zgwałcić”, „on zrobił się oszukać” – jakby ten bogu ducha winny podmiot rzeczywiście był motorem działania, w wyniku którego ucierpiał.

    • pan od francuskiego mowi

      A! Racja! To bardzo francuska konstrukcja, trudna do zaakceptowania przez Polaków 😉

    • Piotr mowi

      Ale w sumie po polsku też mamy coś na ten kształt z czasownikiem „dać się” – dał się oszukać etc. Aczkolwiek… ma to może mniej neutralny wydźwięk niż konstrukcja francuska? Chociaż obie kładą nacisk na „ofiarę” zdarzenia 😀

      • Piotr mowi

        PS. Względem artykułu: takie frazeologizmy, idiomy są czymś wspaniałym. A ile dają możliwości twórczych! Do tego ja mam tak, że każdy idiom, polski szczególnie, wywołuje u mnie w głowie dosłowne wyobrażenie 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *