życie po francusku
Skomentuj

Krwawe oblicze „Marsylianki”

Po dziś dzień gdy myślę o mojej Babci, przypominam sobie jak śpiewała „Marsyliankę”. Nauczyła się jej jeszcze w okresie wojennym. Deportowana przez Niemców znalazła schronienie w miejscowości Villard-de-Lans. Z wielką nostalgią, przy każdej okazji opowiadała jak tańczyła przed generałem Charlesem de Gaullem, od którego dostała korek od szampana (pikantniejszych szczegółów brak). Powróciwszy z rodziną do Polski nie miała kontaktu z językiem francuskim przez ponad 60 lat. Jednak do końca swoich dni pamiętała „Marsyliankę” i śpiewała ją w czasie rodzinnych spotkań. Nikt nie był przy tym świadomy (z Babcią włącznie) znaczenia słów tej chwytającej za serce pieśni, która od lat budzi kontrowersje we Francji.

Według mnie „Marsyliankę” najlepiej śpiewa Mireille Mathieu:

„Ziemię krwią napoić przyszedł czas”

„Mazurek Dąbrowskiego” i jego „szablą odbierzemy” to bajeczka dla dzieci w porównaniu z siedmioma zwrotkami „Marsylianki” wypełnionymi całym arsenałem słów tak walecznych jak okrutnych. Tu nie ma miejsca na półśrodki czy metafory. Już pierwsza część hymnu przedstawia nam obraz „krwawo zbroczonego sztandaru”, a w oddali słychać „żołnierzy przeokrutnych ryk”, którzy ciągną „zarżnąć wasze syny, żony”. Tak maszerujemy razem z dzielnym ludem do refrenu, który to zagrzewa do boju i mówi, że  „ziemię krwią napoić, przyszedł czas”. Następne trzy zwrotki tryskają na nas wielkimi słowami: „hańbą”, „zdradą”, „wstydem”, „krwią”, „tyranem” i „ojcobójstwem”. Pozostałe trzy – wychwalają siłę francuskich żołnierzy, którzy mają odeprzeć walkę z obcym wrogiem i zdrajcami zwanymi „bezlitosnymi tygrysami, co matki łono rozerwały”. Niczym Erynie wzywane są do wspólnej walki, miecz w miecz, „Miłość do Ojczyzny”, „Wolność” i „Zwycięstwo”. Na sam koniec następuje zaś zwrotka zwana „dziecięcą”, która mówi o pamięci ofiar i kontynuacji ich walecznego dzieła jako najwyższych cnotach. Takiej oto pieśni uczą się dzisiaj dzieci w pierwszych latach szkoły podstawowej, bowiem od 2005 roku nauka „Marsylianki” jest obowiązkowa.

„Marsylianka” z Marsa?

Patrząc na słowa francuskiego hymnu można się doszukiwać jego powiązań z Czerwoną Planetą, nazwaną na cześć rzymskiego boga wojny. Nie ma się jednak co dziwić, że „Marsylianka” jest krwawa. Napisana nie w Marsylii, ale w Strasburgu, w nocy z 25 na 26 kwietnia 1792 roku przez oficera Claude’a Rouget de l’Isle, jako „Marsz Wojenny Armii Renu”, miała zagrzewać do walki z Austrią. Dobrze wiemy, że Rewolucja nie polegała na spokojnych negocjacjach przy herbacie ani nawet na zmitologizowanym już ścinaniu głów gilotyną. To była jedna wielka masakra (à propos: słowo „masakra” pochodzi z języka francuskiego!) a krew rzeczywiście „poiła ziemię”. Ludność walcząca o rodzącą się wówczas Republikę potrzebowała spoiwa. „Marsylianka” – śmiało mówiąca o wrogach i wychwalająca Rewolucjonistów – nadawała się do tego idealnie. Swoją dzisiejszą nazwę otrzymała po tym jak, tłum Marsylczyków zawitał walecznie do bram Paryża z właśnie tą pieśnią na ustach w 1792 roku.

Alternatywy?

W dzisiejszych czasach, jakkolwiek niepewnych po ostatnich atakach terrorystycznych we Francji, świadomie śpiewana „Marsylianka” ciągnie za sobą niepasujące do naszych realiów krwawe demony Rewolucji. Nic więc dziwnego, że wielu pedagogów i rodziców krytykuje nakaz jej nauki i śpiewania przez dzieci w podstawówkach. Niektórzy idą jeszcze dalej i proponują zmianę hymnu, na bardziej dopasowany do aktualnej rzeczywistości. W zeszłym roku nowe słowa swojej pieśni narodowej wybrała Szwajcaria. Czemu Francja nie miałaby skorzystać z okazji, żeby zaproponować coś mniej okrutnego, a bardziej łączącego swoje wieloetniczne i rozwarstwione społeczeństwo? Graeme Allwright i Sylvie Dien propagują autorską wersję „Marsylianki”, w której to „krwawy sztandar” zamieniony jest na „sztandar nadziei, sprawiedliwości i pokoju”, a wrogiem nie są żadni obcy ani kolaborujący z nimi zdrajcy, tylko bieda i strach. Ten pacyfistyczny hymn nie zawiera też oznak czysto narodowościowych – w miejscu „Francuzów” pojawiają się „solidarni przyjaciele”, którzy razem „kroczą ku jasności”.

Pour tous les enfants de la terre
Chantons amour et liberté.
Contre toutes les haines et les guerres
L’étendard d’espoir est levé
L’étendard de justice et de paix.
Rassemblons nos forces, notre courage
Pour vaincre la misère et la peur
Que règnent au fond de nos cœurs
L’amitié la joie et le partage.
La flamme qui nous éclaire,
Traverse les frontières
Partons, partons, amis, solidaires
Marchons vers la lumière.

Wersję audio możecie też ściągnąć i bezpłatnie udostępniać, klikając na poniższy link: „La Marseillaise pacifiste”

Rok „Marsylianki”

W obliczu trudnych wydarzeń ostatnich miesięcy, ciągle istniejącym zagrożeniem terrorystycznym i podsycanymi przez ruchy nacjonalistyczne nastrojami niezadowolenia społecznego, rok 2016 został ustanowiony przez François Hollande’a Rokiem Marsylianki. Świętowanie Hymnu ma na celu propagowanie francuskich wartości: wolności, równości, braterstwa, świeckości i walki z dyskryminacją. Na cały rok przewidziane są różnego rodzaju akcje edukacyjne, kulturalne i sportowe, o których możecie przeczytać w specjalnie przygotowanych materiałach prasowych dostępnych na stronie: Projekt EDUSCOL.

A może zainteresuje Was „Marsylianka” w wersji reggae śpiewana przez Serge’a Gainsbourga?

Co sądzicie o „Marsyliance”? Czy dzieci powinny się jej uczyć? Czy może lepiej byłoby ją zmienić na wersję pacyfistyczną albo jeszcze inną? Chętnie poznam Wasze zdanie.


PRZYDATNE LINKI (wystarczy kliknąć):  

0 komentarzy

  1. Fajna akcja. Czasami trzeba „se remettre en question” 😉
    Choć tylko na tym się skończy. Francuzi są zbyt konserwatywni.
    Mogliśmy to zaobserwować przy okazji „awantury” o nowe zasady ortografii 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *