gramatyka i słownictwo
Skomentuj

Co z tym francuskim?

Z okazji Tygodnia Języka Francuskiego (14.03-20.03.2016), po internecie krążą trzy filmiki przedstawiające kuriozalne sytuacje komunikacyjne między osobami mówiącymi językiem standardowym i ich rozmówcami posługującymi się tym, czym francuski może się stać, jeśli – jak ostrzega Ministère de la Culture et de la Communication – nie zachowamy dbałości o poziom kultury językowej.

Odpowiedzialność normatywno-kreatywna

Osobiście jestem rozdarty, ponieważ z jednej strony jako nauczyciel posługuję się mniej lub bardziej normatywną formą języka francuskiego i stosuję wszelkie zalecenia w przypadku poprawy prac moich uczniów – tego się ode mnie oczekuje i za to się płaci. Z drugiej zaś strony jestem także zwykłym użytkownikiem tego języka, co tak jak każdemu umożliwia wyrażanie się w wybrany przeze mnie sposób. Wolność ta jednak powiązana jest z odpowiedzialnością za to, jak się wyrażam.

Język uważam za żywą tkankę, której dotykają wszyscy użytkownicy chcący się porozumieć. Wiem jak wyglądał francuski na różnych stadiach swojego rozwoju: od czasów łaciny ludowej po dzisiejsze mniej lub bardziej efemeryczne trendy. Dlatego też duże bliższe niż perspektywa normatywnego „ogrodnika” pielącego językowe grządki jest dla mnie podejście botaniczne, tzn. spokojnego obserwatora, o której wspomina prof. Jerzy Bartmiński („Niezbędnik inteligenta: O języku w mowie i piśmie”, Polityka 11/2012). Przyjrzyjmy się zatem jak wygląda i z czym zmaga się dzisiejszy język francuski przedstawiony w trzech audiowizualnych filarach kampanii społecznej Dites-le en français („Powiedzcie to po francusku”).

ANGLICYZACJA

W czasie tej randki, mężyczyzna opowiada o swoim życiu z punktu widzenia tego, co nazwalibyśmy w Warszawie „korposzczurem z Mordoru”. Jego egzystencja to praca w środowisku zdominowanym przez język angielski. Idzie na „brainstorm”, odbiera „conf-call”, „checkuje maile”, „forwarduje” niektóre z nich swoim „bossom”. Nie ma już „time’u” i dotyka go „burn-out”. Brzmi znajomo? Tak. To samo co we francuskim języku korporacyjnym dzieję się w dzisiejszej „polszczyźnie z Mordoru”. Mnóstwo anglicyzmów mogłoby zostać tutaj zastąpionych funkcjonującymi we francuskim odpowiednikami, szczególnie jeśli chodzi o zjawiska ogólne, pozakorporacyjne, np. „le time” („le temps”). Lingwistycznie uwrażliwione ucho wychwyci także zaadaptowane przez język francuski angielskie czasowniki, które odmieniane są według klasycznych reguł, np. „to forward → forwarder” (czasownik regularny). Ponadto, frapującym (cóż za piękne zapożyczenie z francuskiego!) jest zastosowanie w jednym zdaniu synonimicznej formy francuskiej i angielskiej: „dès que je peux, je pars asap sous le sun” („kiedy tylko mogę, lecę asap do ciepłych krajów”).

Wpływ języków obcych na siebie jest nieunikniony, a wartość angielskiego w dzisiejszym świecie nie może być sztucznie zaniżana. Razem z rozwojem technologicznym, życiowym i emocjonalnym wszystkich ludzi, ma miejsce również adaptacja każdego żywego języka naturalnego do jego użytkowników. Anglicyzmy były, są i będą obecne w języku francuskim (i vice versa!). Anachronicznym jest więc wypieranie się stosowania słów opisujących otaczającą nas rzeczywistość, która wymyka się z monojęzykowych ram światopoglądu i w której duże piętno odciska dzisiaj akurat język angielski (niegdyś był to francuski). O ile jednak pojawiające się nowe elementy w naszym życiu znajdują swoją nazwę często przez zapożyczenie, bo same reprezentują rzeczywistość zapożyczoną, o tyle deformacja istniejących i funkcjonujących struktur jest zupełnie niepotrzebna i wydaje się stylistycznym zabiegiem przeczącym efektywnej komunikacji zadaniowej.

ESEMESYZACJA

Filmik ten przedstawia znany chyba wszystkim typowy konflikt pokoleń, w którym jedna ze stron „nie ogarnia” sposobu SMSowej komunikacji młodych. Jak do tego doszło? Francuskie zdania potrafią być bardzo długie, co zostało zmienione przez liczne skróty jeszcze w czasach gdy każda użyta w wiadomości literka znajdowała swoje ekonomiczne odzwierciedlenie na rachunku. Dzisiaj zdaje się, że wszyscy mamy już darmowe smsy do wszystkich sieci i zainstalowany słownik w telefonie, więc wykorzystywanie skrótów typu „mtn” zamiast „maintenant” wynikałoby bardziej z przyzwyczajenia oraz lenistwa językowego, aniżeli z przemyślanego podejścia komunikacyjnego. Czy skróty mogą doprowadzić do dekonstrukcji języka usystematyzowanego przez stulecia? Raczej nie, szczególnie jeśli pomyślimy o aktualnej tendencji do wykorzystywania ikonek EMOJI, które to nie są związane z żadnym językiem, a (podobnie jak hieroglify) odwołują się do wizualnej interpretacji wiadomości.

NAPISYZACJA

Ten filmik to kolejna odsłona komunikacji między członkami rodziny. Tym razem jednak opisywana wszcześniej „esemesyzacja” poszła dalej wdrażając się w obszary, do których zazwyczaj nie zaglądała, np. w film oglądany z napisami. Często ściągane z internetu, przygotowywane naprędce, tłumaczenia seriali zawierają mnóstwo skrótów, uproszczeń, a także błędów – szczególnie ortograficznych. W przedstawionym spocie, matka ma problem z rozszyfrowaniem całego ciągu wyrazów: „Le seucré c ke la feumeu c 1 keum”, który brzmieć powinien „Le secret c‚est que la femme est un homme”. Zaobserwować tu możemy trzy główne elementy charakterystyczne dla „języka mówionego pisanego”:

  • liczebniki zastępujące rodzajniki („1” zamiast „un”)
  • ortografia fonetyczna („ke” zamiast „que”)
  • skracanie przez literowanie („c” zamiast „c’est”)
  • deformacje ortograficzne, które niekoniecznie skracają klasyczny zapis słów („seucré” zamiast „secret” i „feumeu” zamiast „femme”)
  • werlanizację” (od „verlan”) czyli przebudowę układu sylab w słowach („keum” zamiast „mec”) oraz podwójna werlanizacja (femme meuf → feumeu)

Użycie języka smsów w napisach filmowych tłumaczone jest przez bohatera tej kampanii społecznej możliwością szybkiego przekazywania treści. Co jednak jeśli sam szyfr staje się na tyle trudny w zrozumieniu, że – tak jak w analizowanym filmie – trzeba wcisnąć stop?

Higiena językowa

Kampania społeczna Dites-le en français w sposób przerysowany przedstawia codzienne problemy użytkowników różnych języków, nie tylko francuskiego. Zwraca uwagę na fakt, że język, którym się posługujemy jest narzędziem komunikacji, które tak samo jak nasz wygląd podlega ocenie ze strony drugiej osoby. Dbanie o jakość wypowiedzi można zatem porównać do higieny. Od brudu podobno nikt jeszcze nie umarł, więc i śmierci języka francuskiego – w związku z anglicyzacją, skrótami i nonszalancką ortografią – ogłaszać nie musimy. Niemniej dbajmy o to, by mówić zrozumiale i adekwatnie do sytuacji.

obrazekdopobierania

0 komentarzy

  1. Emilia mowi

    Jacku, niedawno odkrylam twojego bloga jezykowego (wybacz brak polskich znakow; to nie oznacza ze polski wymiera 🙂 ) i jestem zachwycona. Bardzo mi sie podoba jak omawiasz kwestie jezykowe i prosze kontynuuj. Juz nie moge sie doczekac kolejnego wpisu.

    Domyslam sie, ze kosztuje to duzo pracy i czasu ale nawet nie wiesz z jaka przyjemnoscia zapoznawalam sie z nowymi idiomami (wpis: 15 wyrazen ktore warto znac) gdy podales ja jak na tacy, czyli ze szczegolowym omowieniem i tlumaczeniem na polski. Jest to bardzo pomocne. Dziekuje bardzo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *