porady
Skomentuj

Języki czynią nas mądrzejszymi w każdej sferze życia – Basia Grabiwoda

Basię poznałem półtora roku temu przez wspólnych przyjaciół. Oczarowana faktem, że motywuję uczniów naklejkami z Hello Kitty oznajmiła, że musi przyjść do mnie na lekcje. Tak rozpoczęła się nasza współpraca. Basia ukończyła iberystykę, pracuje na co dzień w marketingu, pisze doktorat i jest na bieżąco ze wszelkimi trendami w społeczeństwie. To właśnie Basia przekonała mnie do Snapchata! Spotkaliśmy się pewnego poranka poza lekcjami w jednej z naszych ulubionych kawiarni. Otuleni zapachem kawy i pozytywną muzyką, rozmawialiśmy o językowej historii Basi, jej podejściu do francuskiego, sposobach na naukę i różnych smaczkach najseksowniejszego języka na świecie.

Kiedy i w jakich okolicznościach zaczęłaś uczyć się francuskiego?

To było w podstawówce, kiedy już dość dobrze umiałam angielski, a jednocześnie bardzo lubiłam uczyć się języków. Po polsku mam wadę wymowy, Rodzice zapisali mnie więc na francuski, w którym moje „r” było wręcz pożądane. Pozwolili mi przezwyciężyć ewentualne kompleksy, bo ucząc się francuskiego poczułam się bardziej pewna siebie. To, czego się wstydziłam stało się moją zaletą. A poza tym nauka francuskiego sprawiała mi ogromną frajdę.

Od początku zapałałaś miłością do tego języka?

Zdecydowanie tak. Uwielbiałam jego brzmienie, miałam rewelacyjną nauczycielkę… Do tej pory jest to jeden z moich ulubionych język obcych.

A znasz angielski, francuski, portugalski…

… hiszpański i jeszcze trochę włoski.

Czyli pełne spektrum języków romańskich.

Ale wydaje mi się, że francuski jest jednym z najtrudniejszych z tej grupy i chyba najpiękniejszym.

Jak to?

Żaden język nie skupia się aż tak na łączeniach między poszczególnymi słowami. Wiem, że włoski też szczyci się swoją melodią. Ale – jest to czysto subiektywne zdanie – francuski brzmi o wiele piękniej.

Co jako osoba dorosła sądzisz o języku francuskim?

Z zawodowego punktu widzenia jest mi mniej przydatny niż myślałam. Kiedy byłam mała, chciałam zostać tłumaczką, żyć z nauki języków obcych. Ale teraz mam jeszcze więcej frajdy, wiedząc, że absolutnie nic nie muszę z tym robić, że uczę się tylko dla siebie.

A zatem nie uczysz się francuskiego z jakiegoś specjalnego powodu?

Myślę, że akurat najistotniejszymi powodami są przyjemność i rozwój. Z jednej strony jest to czysto hedonistyczne spełnienie, niekiedy wręcz masochistyczne – zależy od tego, czego się uczę w danym momencie (śmiech). Z drugiej strony wierzę, że człowiek ucząc się języków obcych zapewnia sobie młodość mózgu, myślenia, poprawę umiejętności zapamiętywania…

Czyli nauka języków może wpływać także na inne, pozajęzykowe dziedziny…

Zajęcia z języków obcych – jeżeli są dobrze prowadzone – pozwalają obcować z inną kulturą i poszerzają perspektywę naszego myślenia. Języki czynią nas mądrzejszymi w każdej sferze życia.

Co w Twoim przypadku dała Ci nauka francuskiego?

Wydaje mi się, że pracuję lepiej. To jest prosta sprawa: jeżeli dajemy sobie zadania do wykonania, inne niż leżenie na kanapie, to od razu lepiej organizujemy swój czas. A poza tym bardzo się cieszę kiedy mogę mówić w tym języku, oglądać filmy, czytać prasę… Jednocześnie czuję, że jestem bliżej kultury, która mnie interesuje.

Niektórzy ucząc się języków obcych rozwijają w sobie odrębną tożsamość dla danego języka. Jaka jest Basia po francusku?

W moim przypadku to idzie głębiej. Języki pozwoliły mi się ukształtować. Nie funkcjonuję bez nauki języków obcych. Kiedy byłam w szkole, francuski pomógł mi poczuć się lepiej i znalazłam wtedy to, co mnie pasjonuje. To sprawiło, że stałam się pewniejsza siebie. W życiu – nie tylko po francusku.

IMG_1147fM

A co lubisz we francuskim?

Jest sexy! Jego brzmienie to coś, co przykuwa moją uwagę, co mnie kręci… Uwielbiam słuchać ludzi mówiących po francusku, czy to w filmach czy na ulicy. Myślę, że dla mnie największą przyjemnością i celem nauki francuskiego jest mówienie z odpowiednim akcentem. A druga to… wyzwanie intelektualne. Duże wyzwanie.

W końcu francuski uchodzi za język trudny…

Ciężko mi tak to określić, bo znając inne języki romańskie jestem w stanie dostrzec między nimi pewne analogie. Myślę, że dobre brzmienie tego języka jest kluczowe i może być problematyczne. Poza tym, mam wrażenie, że Francuzi przykuwają dużą wagę do mowy potocznej. Tych form uczysz się bardzo późno, po latach nauki, a najlepiej kiedy mieszkasz za granicą. Mowa potoczna po francusku jest dla mnie o wiele większym wyzwaniem niż w przypadku innych języków.

Ale w innych językach też jest mowa potoczna.

Tak, ale łatwiej mi zrozumieć to, co słyszę. Nie wiem z czego to wynika, może dlatego, że w innych państwach ludzie bardziej się dostosowują do obcokrajowców i nie używają tych potocznych form. A może ja się tak we Francji stresuję, kiedy odzywa się do mnie Francuz, który sprawia, że cztery słowa brzmią tak jak jedno? Muszę się uczyć francuskiego więcej, ponieważ o wiele więcej ode mnie wymaga.

Czy znajomość innych języków romańskich bardziej Ci pomaga czy przeszkadza?

Do tej pory myślałam, że będzie mi to przeszkadzało. Jechałam ostatnio do Hiszpanii z obawą, że będę mówiła własną kombinacją francuskiego i hiszpańskiego, bo uczę się tych języków równolegle i oba mają bardzo podobne struktury. Paradoksalnie, znając francuski mam dużo większą łatwość komunikacji po hiszpańsku. Jestem bardziej otwarta i przyzwyczajona do trudności. A tak naprawdę największą z nich, jeśli chodzi o mówienie, to jest nasz własny strach. Strach przed popełnieniem błędu, przed powiedzeniem czegoś ze złym akcentem, przed odezwaniem się do kogoś, kto mówi o wiele lepiej od nas.

Ty uczysz się dla siebie, ale niektórzy uczą się do certyfikatów. Czy taki typ własnej motywacji rozleniwia, czy może jest bardziej skuteczny?

Myślę, że nauka dla siebie jest jedyną szansą na to, że ten język pozostanie z nami na zawsze. To jest tak jak z nauką czegokolwiek. Jeśli uczymy się czegoś bez przekonania, to potem ucieka. A jeśli sami w sobie znajdziemy energię i motywację, to ta wiedza pozostanie na dłużej. Uczyłam się wielu rzeczy od klasówki do klasówki, od egzaminu do egzaminu, ale ta wiedza została z czasem wyparta przez to, co mnie naprawdę interesowało. Uczenie się języków powinno być tylko i wyłącznie dla siebie, a jeśli oprócz tego uda nam się wpleść pracę, podróże czy inne cele, to tylko większa satysfakcja.

Jak uczysz się francuskiego? Masz jakieś sposoby na pracę poza naszymi lekcjami?

Wiesz, 90 minut tygodniowo w czasie lekcji to dla mnie za mało, żeby osiągnąć efekt, do którego dążę – czyli pełną swobodę wypowiadania się i rozumienia. Dlatego też na co dzień staram się jak najwięcej słuchać i czytać po francusku.

Masz jakieś specjalne strony, które mogłabyś zdradzić innym uczącym się?

Nie jestem za bardzo oryginalna, bo sięgam po prostu do francuskiej prasy: Le Figaro, Vogue, Marie-Claire… Wchodzę na portale, ale kupuję też gazety. Celowo wybieram tak zróżnicowane materiały, żeby traktować to na luzie i żeby się nie przytłaczać. W zależności od tego jaki mam dzień, sięgam albo po krótki artykuł z Vogue albo po coś bardziej dokładnego i obszernego w Le Figaro. Wybieram to, co mnie akurat interesuje. Mam przy tym jeden klucz: chciałabym o tym czytać także w innym języku. Jestem wtedy dużo bardziej skoncentrowana i lepiej się uczę.

Kiedy czytasz artykuł właśnie „dla siebie”, to podchodzisz do niego jak osoba ucząca się czy jak native speaker?

Staram się czytać normalnie. Pozwalam sobie więc na to, żeby nie rozumieć danego słowa tak długo jak to rzeczywiście nie zabiera mi wątku. Przecież chcę zrozumieć artykuł, a nie każde zawarte w nim słowo! (śmiech) Nie siedzę nad słownikiem. Myślę, że to jest taka zdrowa równowaga – czytać z zainteresowaniem, ale bez żadnego stresu. Zdarza mi się znaleźć jakieś ciekawe słowa i jeśli mam czas, to rzeczywiście je notuję, ale nie jest to nadrzędnym celem.

Kierujesz się bardziej naturalnymi sposobami. A próbowałaś może bardziej alternatywnych metod nauki?

Przez długi czas korzystałam z Duolingo. Uwielbiałam dostawać medale (śmiech). Było to bardzo motywujące, ale ta metoda została wyparta przez lekcje z Tobą. Staram się korzystać z tego, co Ty mi dajesz, co robisz na Snapczacie lub na blogu. Stosuję to jako przedłużenie naszych zajęć, ale nie dokładam sobie nowych rzeczy. W momencie kiedy nie mielibyśmy zajęć, to wydaje mi się, że takie aplikacje jak Duolingo są super. Nie wiem, co prawda, jak to wygląda w przypadku osób uczących się od zera… Natomiast wydaje mi się, że jest to świetna metoda do kontynuacji nauki, do wzmacniania pewnych struktur.

Można się tak zmotywować przez aplikację?

Oczywiście! Tam jest cały system motywacyjny, a do tego możesz jeszcze robić wyzwania ze znajomymi.

Niektórzy spotykają się bez nauczyciela, żeby po prostu pogadać w języku obcym…

Tak, wielu moich znajomych uczestniczyło w takich grupach. Świetna sprawa, pomaga się naprawdę rozgadać. Mi niestety brakuje czasu, żeby to ogarnąć. Ale mówię czasami sama do siebie, chociaż wiem, jak dziwnie to brzmi.

Jak to?

Kiedy robię coś w domu, często lubię sobie te czynności tłumaczyć na inny język. Sprawdzam w ten sposób, czy jestem w stanie opisać to, co akurat robię, dajmy na to ciasto z wiśniami. Jeśli nie wiem, to główkuję… Często tak sobie analizuję różne sprawy w obcym języku.

Zdarza Ci się śnić w języku obcym?

Śni mi się, że jestem w różnych miejscach, które są bardzo związane z konkretnymi językami obcymi. Czuję wtedy, że jestem nimi otoczona.

IMG_1174fM

Czy są we francuskim jakieś elementy, które sprawiają Ci szczególną trudność i które chciałabyś usunąć, gdybyś miała magiczną różdżkę?

Mam zacząć alfabetycznie? (śmiech) Będę mało oryginalna, bo zlikwidowałabym subjonctif. Klasyka gatunku.

Ale w ogóle zlikwidować na rzecz indicatifu, czy dawać go wszędzie?

Wiesz, może dawajmy go już wszędzie, po każdym „que” (śmiech). Mówmy z serca, a nie z rozsądku… Oczywiście nie lubię różnych rzeczy we francuskim: zaimków, skomplikowanych struktur czasów przeszłych… Nie lubię wszystkiego, co sprawia, że popełniam błędy mówiąc szybko. Ale z drugiej strony, gdybym coś usunęła, to ten język nie brzmiałby tak dobrze. Więc chyba wolę się męczyć.

Ale to męczenie się może też być pozytywne…

Tak jak powiedziałam na początku – to czasem jest też masochizm.

Niektórzy nazywają to miłością francuską…

No, właśnie!

Jako Twój nauczyciel mogę śmiało powiedzieć, że jesteś na wysokim poziomie znajomości francuskiego. Co powiedziałabyś osobom, które dopiero zaczęły naukę i mają wątpliwości, albo odczuwają frustrację językową? Co byś im poradziła?

Za każdym razem zakochiwać się na nowo. Doskonale rozumiem frustrację przy nauce francuskiego. Ale zawsze kiedy czuję, że już nie chcę po raz kolejny tłumaczyć sobie czegoś, co i tak wypada mi z głowy, daję sobie troszeczkę luzu. Pozwalam sobie wtedy posłuchać francuskiej muzyki, oglądam filmy po francusku, czytam coś nieskomplikowanego. Odnoszę dzięki temu drobne sukcesy, które są pewnymi krokami do odblokowania się.

Czyli kiedy nam nie idzie, trzeba porzucić schematyczne uczenie się?

Przechodziłam różne fazy nauki, uczyłam się do egzaminów na certyfikaty, siedziałam nad zeszytem i wkuwałam te formy. Ale za każdym razem kiedy uczyłam się „na siłę”, po pewnym czasie nie chciałam już patrzeć na te materiały. Jeżeli uczymy się dla przyjemności i mamy komfort czasu, to w trudnych chwilach warto sobie trochę odpuścić, nie zapominać o francuskim, ale podejść do niego z innej perspektywy.

Czyli nie walić głową w mur, tylko iść z drugiej strony?

Tak! Dać sobie trochę oddechu i zastanowić się dlaczego na samym początku zaczęliśmy się uczyć tego języka. Każdy przecież ma swój powód i myślę, że on raczej nie zmienia się radykalnie. Możesz tak jak ja lubić brzmienie francuskiego, możesz interesować się Francją, a może uwielbiasz podróżować… Tych powodów jest mnóstwo. W momencie frustracji trzeba wrócić do źródła, spojrzeć jeszcze raz na te cele i obserwować język w swojej strefie komfortu. Bez napinania się! Tak jak ze wszystkim, niechęć może zniszczyć zapał do francuskiego na bardzo długo.

Tak samo jak kult piętnowania błędów.

Dokładnie. Wielu moich znajomych uczy się francuskiego, ale boją się mówić. Mają blokadę, bo jest tyle różnych zagadnień i zawiłości. Boją się, że popełnią błąd, więc wolą nie mówić w ogóle nic. A wydaje mi się, że mówienie nawet z błędami jest lepsze niż cisza.

Z pustego Salomon nie naleje…

Tak, błędy przecież uczą! Każdy ma oczywiście inne podejście do krytyki i poprawiania błędów, ale też nie trzeba się chorobliwie skupiać na tych potknięciach językowych. To przecież jest język obcy, on zawsze będzie tym drugim, trzecim, czwartym…

Błędy nie są więc takie złe…

Złe są błędy, które się powtarza. Ale te, które się zdarzają, są po coś. Poprawiając je w komunikacji jesteśmy w stanie utrwalić sobie jakąś zasadę. Powiedziałabym więc tak: mówmy i popełniajmy błędy, ale starajmy się ich nie powtarzać.

Tak jak w życiu!

No tak! Francuski jako metafora życia i wszystkiego.

Masz swoje ulubione słowo lub strukturę gramatyczną?

Uwielbiam różne smaczki, które ostatnio mieliśmy na lekcjach – idiomy związane z jedzeniem. Albo to, co umieściłeś dzisiaj na snapie – „ventre en tablette de chocolat” (kaloryfer na brzuchu). To urocze, zabawne i łatwo się zapamiętuje. Można się dzięki temu dowiedzieć czegoś o kulturze i mentalności. Tego się właśnie teraz uczę i jest to dla mnie przyjemnym wyzwaniem. Zaś jeśli chodzi o struktury, to bawią mnie bardzo takie dziwne rzeczy jak forma „quoi que” (cokolwiek) i „quoique” (chociaż). Im dziwniej tym lepiej…

Czyli to, co jest trudne też może być wartością!

Tak, ponieważ to jest bardzo ciekawe! Dlaczego to istnieje, skąd pochodzi, do czego się używa? Poza tym francuski jest tak piękny, że jego melodia zdaje się wynagradzać wszystkie trudny i wysiłki, które musimy włożyć, żeby się go nauczyć.

Co było Twoim ostatnim sukcesem językowym?

Byłam w kinie i zrozumiałam film w ogóle nie spoglądając na napisy. Wiesz, miałam naprawdę długą przerwę w uczeniu się francuskiego… 8 lat! Więc w momencie kiedy oglądałam film i nie musiałam czytać napisów, odniosłam namacalny sukces, który napędza mnie do jeszcze silniejszej kontynuacji.

Życzę Ci zatem wielu sukcesów we francuskim, tych spektakularnych i mniejszych. I żebyś dalej podążała swoim rytmem, tak żeby francuski zawsze był dla Ciebie przyjemnością. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

0 komentarzy

  1. MaciejL mowi

    Jaka cudowna uczennica! Bardzo inspirująca rozmowa – szczególnie mi się podoba – gdy jesteś sfrustrowany to wrzuć na luz. Buziaki od pewnego fana Corgi i innych piesków 😉

  2. Renata mowi

    Interview- fleuve, poza tym ciekawe i pytania, i odpowiedzi, porady. Trochę zabrakło mi opisów konkretych sytuacji- doświadczeń rozmówczyni za granicą.

  3. Mogę się podpisać obiema rękami po tym, co powiedziała Basia 🙂 Miałam (i nadal mam) podobne problemy z gramatyką francuską, jednak jako filolog z wykształcenia zmagam się usilnie i z subjonctiwem i całym zbiorem językowych smaczków. Jestem wielką miłośniczką języków germańskich, więc francuski jest dla mnie trudnym, ale i ciekawym wyzwaniem. I nie zamierzam się poddawać! Dzięki za fajny tekst i dodatkową motywację 🙂

  4. Łukasz mowi

    Bardzo ciekawy i inspirujący wywiad, Akurat zaczynam swoją przygodę z francuskim więc dobre rady się przydadzą 🙂

  5. Agnieszka mowi

    Czekam na więcej takich wywiadów. Niesłychanie motywujący, z powiewem młodzieńczej świeżości. 🙂 Dobrze, że są tacy uczniowie i tacy nauczyciele. 🙂
    Ja też właśnie sporządziłam tekst o nauce języków, mam nadzieję, że nie pogniewasz się, że zamieściłam w nich Twoje zabójcze memy i poleciłam Twój blog. 🙂 Pozdrawiam ciepło Ciebie i Basię. Bisous!
    http://berlinmonamour.crazylife.pl/?p=186&preview=true&hash=e17e1898a99a8a70e4c96e0149ecc058&t=57d180695299886aedf

  6. Ja również kocham francuski! Ten jeżyk jest jakiś magiczny. A że gramatyka nie sprawia mi jakiegoś większego problemu, to przychodzi mi on z łatwością. Aczkolwiek nie mam czasu, żeby jakoś skupić się na jego nauce, dlatego czasem rozwijam sobie to, co było w szkole.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *